Skradziony statek
Statki na jez. Trzesiecko przy pomoście - 1936 r. - póżniej przystań LPŻ, LOK O tym, że skradziono Szczecinkowi duży, pasażerski statek jeziorowy wie dzisiaj niewiele osób. Informuję więc, że w chwili objęcia administracji tych ziem przez władze polskie, po jeziorze pływały oraz na nim stacjonowały w specjalnie zbudowanym hangarze u ujścia rzeczki Niezdobnej dwa statki pasażerskie. Pierwszy z widocznych na zdjęciu statków, znany był mieszkańcom Szczecinka i turystom do lat osiemdziesiątych pod nazwą "Danusia" (ex-"Adolf Hitler", ex-"Westerplatte") i tu, w Szczecinku został zezłomowany.Drugi ze statków widocznych na zdjęciu podobno nosił w Szczecinku nazwę "Chrobry" (ex-"Deutschland"). Oba statki były zdobyczą wojenną Armii Radzieckiej.

O konstrukcji statku "Chrobry" wiemy niewiele, jedynie to co można odczytać ze zdjęcia oraz z relacji starszych mieszkańców Szczecinka. Kadłub statku był stalowy, na górnym pokładzie umieszczona była drewniana pokładówka (nadbudówka). Napęd śrubowy silnikiem spalinowym (przypuszczalnie Diesel). "Chrobry" miał około 22 m długości i około 5 metrów szerokości. Statek ten był znacznie większy i szerszy niż eksploatowany z nim razem na jeziorze "Danusia" (ex-"Adolf Hitler", ex-"Westerplatte"). Sądząc z zachowanej dokumentacji dot. Szczecinka - statek "Chrobry" do 1945 roku pływał w żegludze promowej po jez. Trzesiecko, przewożąc turystów, rekonwalescentów z przystani koło dzisiejszej restauracji "Jolka" na przystań olbrzymiej, letniej restauracji (podobno miała ok . 1000 miejsc) na dzisiejszej Mysiej Wyspie (dziś półwysep - ongiś Mause Insel). W roku 1945 - po wyzwoleniu nie był eksploatowany, bowiem żeglugę po jeziorze umożliwiono dopiero w roku 1946. Kto zajmował się eksploatacją statku na jeziorze Trzesiecko w roku 1946 r. nie udało mi się ustalić. Nie znalazłem żadnej adnotacji w rejestrze strat wojennych*) o uszkodzeniach tego statku w czasie działań wojennych.

Statek "Chrobry" (ex-"Deutschland") znikł z jeziora Trzesiecko w Szczecinku w roku 1946 lub 1947. Dokładnej daty nie udało się dowodnie ustalić. We wstępie do artykułu napisałem : "Kradzieje" z Warszawy .... itd. Uczyniłem to m.in. z tego powodu, iż słowo "złodzieje" zostało przysposobione jako negatywne określenie z krzywdą dla pradawnych, polskich rodów szlacheckich herbu i zawołania "Złodzieje". Toteż określenie "kradzieje" wydawało mi się najodpowiedniejsze. A skoro jestem przy historycznych przesłankach nie zawadzi przypomnieć o megalomanii warszawskich "kradziei" złodziejami zwanych **).
Przez przypadek dowiedziałem się również, że w operacji kradzieży statku brali jednak jako organizatorzy ludzie z Warszawy.
Piszę "kradzież", gdyż nie znalazły się do tej pory jakiekolwiek dokumenty, zwłaszcza PUR-u***), które mogły by świadczyć o legalności tej operacji.

A że była to bardzo skomplikowana operacja, trochę przypominająca opisy ze znanej mi z dzieciństwa książki pt. "Okręty płyną po lądzie", muszę ją bardziej zobrazować. Przypominam, był to rok 1946 lub 1947, więc krótko po zakończeniu najkrwawszej z wojen - II światowej. Drogi były zriszczone, mosty i wiadukty zerwane. Dla przykładu - operacja przewiezienia czołgu przyczepą lub naczepą samochodową jest po dziś dzień trudna. Czołgi okresu drugiej wojn światowej miały maksymalnie około 7 metrów długości, 2,5-3 m szerokości, wysokość do powierzchni wieży około 3 m. Tymczasem skradziony statek miał przeszło trzykrotnie większą długość, prawie dwukrotnie większą szerokość, musiał mieć co najmniej o 1 m większą wysokość przy zbliżonej lub mniejszej masie.Do zrealizowania tej operacji nie mogła służyć zwykła przyczepa do przewozu czołgów. Jedyny nadający sie do tego celu sprzęt (poza specjalizowanym), to przyczepy do przewozu samolotów bombowych, zwłaszcza do remontu. Sprzęt taki był w dyspozycji wszystkich armii operujących na terenie Pomorza Zachodniego : Armii Czerwonej, armii hitlerowskiej oraz Armi Polskiej, a także jednostek gospodarczych zajmujących się remontami mostów i dróg (z demobilu, z pozostawionych przez armię hitlerowską). Do tego operacją taką mógł kierować tylko ktoś z nabytym wcześniej doświadczeniem. Nie jest wykluczone, że kradzież statku odbyła się na podstawie sfałszowanych dyspozycji władz polskich lub radzieckich, a celem tego działania było uruchomienie gdzieś w Warszawie prywatnego przedsiębiorstwa żeglugowego, jako że dopiero do 1948 roku rozpoczęła się nacjonalizacja.

Jakiś czas temu uzyskałem w Poznaniu informację, że statek o nazwie "Chrobry" (przypominam, że przed II wojną światową pod polską banderą morską pływał statek o tej nazwie, zatopiony w toku operacji norweskiej w 1940 r. - nie o nim mowa) pływał po Warcie w Poznaniu i po wielu latach służby, skorodowany uległ samozatopieniu na Warcie. Ponadto informowano mnie, że statek trafił do Poznania w zagadkowy sposób i został porzucony przy Warcie przez osoby z centralnej Polski (akcent, słownictwo - warszawiacy ?) z powodu niemożliwości dalszego transportu (przypuszczalnie Warta, Noteć oraz Wisła były jeszcze poblokowane zniszczonymi mostami; transport drogowy, ze względu na kiepskie drogi w centralnej Polsce nie wchodził w rachubę, a transport kolejowy ze względu na przekroczoną tzw. skrajnię także był niemożliwy). Informacją o podstawowym znaczeniu było stwierdzenie, że statek trafił do Poznania już z nazwą "Chrobry" wymalowaną na rufie.

Nie miałem możliwości sprawdzenia wielu elementów tej informacji i nie mam jej po dziś dzień poza " Ktokolwiek wie.."itd. Być może sprawcy ( a w tej operacji brało udział co najmniej kilkanaście osób, zwłaszcza przy wciąganiu statku na przyczepę oraz zdejmowaniu z przyczepy), pomijając fakt przedawnienia karalności, nie byli zorientowani, że dokonują czynu zabronionego. Przypominam, że z Pomorza Zachodniego legalnie wywożono do centralnej Polski wiele dóbr, ale kopie zezwoleń na wywóz były archiwowane w Państwowym Urzedzie Repatriacyjnym oraz ewentualnie w innych urzędach terenowej administracji państwowej. Po statku "Chrobry" (ex-"Deutschland") nie pozostał w Szczecinku żaden ślad. Nie ma też informacji na ten temat w aktach Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Szczecinku z tego okresu.

Niżej - cd opowieści oraz reprodukcja przedwojennego folderu reklamowego Szczecinka (Neustettin).
Szczecinek, ex-Neustettin

Najdziwniejsze jest to, że prawdopodobnie nikt nigdy nie badał legalności wywozu statku "Chrobry" ze Szczecinka, stąd nawet stwierdzenie "kradzież statku" może być poddawane w wątpliwość. A przecież już wówczas istniała i działała prokuratura w Szczecinku ?
Więc pozostało jednak tylko sakramentalne ktokolwiek wie .. niech napisze.

Napisałem ten artykuł nie tylko dlatego, że współczesna szczecinecka Prokuratura moim zdaniem źle funkcjonuje, ale przede wszystkim dlatego, że istnieje duże podobieństwo sytuacji i zadań między ową kradzieżą statku a zadaniami Projektu "Hydro-Avia-XXX", ściślej z Projektem X "Hydro-Avia-Park". Możliwości techniczne i finansowe są bardzo ograniczone, a do przewiezienia samolot-łódź latająca Beriev Be-12 o długości zbliżonej (ok. 21 m) oraz rozpiętości (szerokości) po rozmontowaniu skrzydeł ok. 4-5 m i wysokości około 4 m. Tyle, że działania będą legalne i pozostawimy po sobie mnóstwo dokumentów, domagając się jednocześnie w Warszawie rekompensaty dla mieszkańców Szczecinka za skradziony statek.

Pisząc chciałem również usunąć pewien niesmak, usilnie stwarzany od wielu lat przez "centralnopolską", zwłaszcza prawicową propagandę. Ten niesmak bierze się stąd, że propaganda ta ma nieuczciwy, złośliwie antyrosyjski charakter. Nawet uzasadniona informacja antysowiecka nabierała przez to tego nieuczciwego, złośliwego charakteru. Postrzegam to oczywiście oczami człowieka pięćdziesięcioletniego, który sporą część życia, od urodzenia spędził na Pomorzu, Rosjan lub Sowietów znał od maleńkości i nigdy nie zetknął się z sowieckim lub rosyjskim zbrodniczym, ba, tylko negatywnym działaniem. Podobne poglądy reprezentuje wielu młodych ludzi, z którymi rozmawiam, a także osób w podobnym jak ja wieku. Oni także odczuwają wspomniany wcześniej niesmak i związaną z tym niechęć do wspomnianej propagandy.

Pomorze Zachodnie, jak i tzw. Ziemie Zachodnie zdobyła Armia Radziecka. Stało się to w wiele lat po tym, jak przedwrześniowe państwo polskie przegrało wojnę z Niemcami oraz później ze Związkiem Radzieckim. Dla każdego myślącego człowieka jest jasne, że nawet łączne siły polskich armii ze wschodu i zachodu bez pomocy Armii Radzieckiej nie byłyby w stanie odzyskać terytorium państwa, zwłaszcza po działaniach eksterminacyjnych Niemców na terytorium Polski; że nadzieje na dyplomatyczne rozwiązanie, (takie jak po I wojnie światowej), problemu polskiego było niemożliwe, gdyż ujawnione zostałyby fakty eksterminacji narodów, na co hitlerowcy nie mogliby przystać.
Polska armia w liczącym przeszło tysiąc kilometrów froncie radzieckim w Polsce miała zaledwie kilkudziesięciokilometrowy odcinek zdobyczy. I tu na terytoriach tzw. Ziem Północnych i Zachodnich wszystko było zdobyczą wojenną Armii Radzieckiej.
Dopiero w roku 1946 władze obu państw (Związku Radzieckiego i Polski) podpisały porozumienie w sprawie zdobyczy wojennej. Zgodnie z tym porozumieniem, praktycznie do połowy 1946 roku całość mienia poniemieckiego mogła być przejęta przez stronę radziecką.

Jednakże Armia Radziecka i administracja pozostawiły na Ziemiach Zachodnich i Północnych nadspodziewanie dużo, chyba więcej niż oczekiwano, także opisywany wyżej statek. Jest faktem, że administracja polska bardzo szybko podjęła działanie i tak efektem jej działalności stały się wykazy strat wojennych*). Taki wykaz, którego np. jeden egzemplarz brudnopisu dot. powiatu szczecineckiego znajduje się w Archiwum Państwowym w Szczecinku nie tylko informuje o stratach, ale i o ogromie pozostawionego na tych ziemiach przez Rosjan, Armię Radziecką majątku.
Ten ogromny, pozostawiony przez Armię Radziecką majątek był rozkradany masowo (nie wypadało mówić wówczas o kradzieży na Niemcach - ukuto słowo "szaber"). W zasadzie szaber polegał na przejęciu i wywozie mienia z terenów Ziem Zachodnich i Północnych. O wielkości tego szabru, szabrownictwa doskonale świadczy przytoczony przykład kradzieży statku.

A przysłowiowi warszawscy "kradzieje"**) zawsze byli w tym tzn. w kradzieży dobrzy.Przypomnę tylko szczytowe osiągnięcia warszawskich "kradziei", będące dowodami złodziejskiej megalomanii np. w postaci "sprzedaży" warszawskiego tramwaju oraz warszawskiej kolumny Zygmunta.
Czas czyni niespodziewane puenty. Warszawskich "kradziei" w tym ostatnim przypadku niespodziewanie wyręczyli ostatnio urzędnicy w Warszawie. Pewności nie mam, ale ponoć dobro narodowe (własność państwa i społeczeństwa) - wspomniana warszawska kolumna Zygmunta drogą manipulacji urzędniczych przeszła na własność miasta stołecznego Warszawy.

PUR***) - Państwowy Urząd Repatriacyjny - jego placówki praktycznie zarządzały większością mienia na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Placówka PUR-u mogła wystawić dokument dla obywatela polskiego powracającego z Ziem Zachodnich do centralnej Polski, w którym wyszczególniano zabierane przez obywatela mienie, w tym także otrzymane bezpłatniez tegoż PUR-u z zasobów poniemieckich, ale także odzyskane mienie polskie, zrabowane przez Niemców.
Zdarzało się, że w ten sposób w okresie późniejszym legalizowano szaber.
Byłoby bardzo interesujące odnależć dokument dotyczący skradzionego statku "Chrobry"... Co było w nim wpisane ... ??
Marek W. Piłat
13.01.2002 r.