Po przebudowie ul. Bohaterów Warszawy w Szczecinku w roku 1997, ulicy przebiegającej od centralnego placu miasta i ratusza, zamontowano zakupione daleko w Polsce latarnie uliczne. Odezwały się wówczas jedynie nieliczne głosy osób znających temat, iż stylistyka latarni nie odpowiada architekturze ulicy, której najstarsze budynki pochodzą z końca XIX wieku.
Początkowo większość mieszkańców była zachwycona. Tak pięknie wyglądały !
Toteż nowemu nabytkowi ratusza poświęcono wiele fotografii, także w naszej fotogalerii.
Do FOTOGALERII - przez menu strony głównej GAZETY ! Do FOTOGALERII - przez menu strony głównej GAZETY ! Do FOTOGALERII - przez menu strony głównej GAZETY !
Fotografie Piotra Łozy
Wracając do wzornictwa latarni, to ich wygląd każe przypuszczać, że wzorce pochodzą z początku XIX wieku. Różnica raptem około 100 lat !
Ale ile to znaczy w modzie - wiedzą chyba tylko kobiety !
Wkrótce, po niecałym roku, "żeliwne" latarnie okazały się być bublem wykonanym w znacznej mierze z tworzywa sztucznego z piaskiem, wzmocnionego blachą, bublem bardzo podatnym na korozję.

Dowodnie można się o tym przekonać oglądając wiele z tych kosztownych latarni stojących wzdłuż ulicy Bohaterów Warszawy. W szczególnie złym stanie była i jest latarnia usytuowana przed domem towarowym PSS zwanym popularnie "blaszakiem".


Korozja zżera stalowe wzmocnienie konstrukcji latarni z tworzywa sztucznego, jakością zbliżonego do - aby użyć określenia dla wielu osób zrozumiałego - zaprawy klejowej stosowanej do "łożenia" płytek podłogowych. Nieszczęśliwie się składa, że korozja toczy najmocniej w okolicy pokrywy skrzynki rozdzielczej latarni czyli u podstawy latarni. Ślady korozji są wyraźnie zauważalne na prawie wszystkich latarniach.
Istnieje jeszcze dodatkowy argument, o którym nikt w związku z latarniami nie wspomina. Otóż jak pamięta wielu szczecinecczan, na początku lat 90-tych masowo wymieniano żelbetowe słupy latarniane na słupy stalowe. Podobno jedną z przyczyn kosztownej, masowej wymiany (w całej Polsce !) była możliwość porażenia człowieka w zetknięciu z żelbetowym słupem latarni.
Redakcja jest zdania, że podobne cechy posiadają skorodowane latarnie, podobno wybrane przez samego burmistrza Golińskiego. Jak każdy z nas może się przekonać, dolna część latarni, ta w pobliżu otworu kontrolnego, zabezpieczonego metalowa pokrywą, składa się z warstwy piaskowo-klejowego tworzywa, blachy stalowej lub aluminiowej oraz pokrywającej tą blachę kolejnej warstwy tworzywa, którego zasadniczym składnikiem jest piasek - tak jak w owych żelbetowych.
Mało tego - Redakcji wydaje się, że latarnie powinny posiadać znak bezpieczeństwa "B". Czy posiadają ?? Nie wiemy !
Na wszelki wypadek doradzamy ostrożność w deszczowe dni...
Redakcja przyzwyczajona jest do stosowanej przez ekipę burmistrza Golińskiego taktyki "niezauważania" naszej witryny, jako, że nie o chwalebnych działaniach i zachowaniach tego burmistrza i jego ekipy piszemy, interweniujemy !
Ktoś jednak musi nam (mieszkańcom) wyjaśnić kiedyś nasze obawy ! Oby nie musiał czynić tego prokurator !
Przez dłuższy okres czasu od momentu zamieszczenia w tej witrynie internetowej (Aktualności) wstępnej informacji o latarniach nic się nie działo w tej sprawie. Od najbardziej skorodowanej latarni, tej przy "blaszaku" skutkiem korozji odpadła pokrywa elektrycznej skrzynki rozdzielczej i leżała sobie koło latarni przez długie miesiące. Aż tu raptem w Dniu Walentynkowym (14 lutego br.) zdarzyło się w tej sprawie coś niebywałego.....
Wyobrażacie sobie ?!
Dzień Walentynkowy, właściwie już nie dzień lecz początek nocy, ciemno i zimno jak to w lutowy dzień około godziny 20-tej !
Dwóch przyzwoicie wyglądających facetów KLĘCZY o póżnej porze, po ciemku, w Dzień Walentynkowy, w zimnie ....przed latarnią.
Nic dziwnego, ze dwóch innych wracających z internet-randki facetów zatrzymało się koło klęczących aby zapytać, czy im nie "odbiło". Jeden z klęczacych odburknął wówczas "My zakochani !" .... i tak już zostało, nawet w tytule.





Przy okazji wyjaśniła się w ciemnościach przyczyna tego zachowania. Owi faceci na klęczkach dokonywali naprawy najbardziej uszkodzonej latarni. Po prostu, komuś tam rzeczywiście "odbiło" i dwóch panów, których zachowanie pierwotnie błędnie oceniono, zostało skierowanych w stronę latarni w celu dokonania pilnej naprawy korpusu. Jakby przekroczony został termin oczekiwania na naprawę !


Rezultat naprawy widoczny jest na fotografii obok. Jako redakcja nie mamy żadnych zastrzeżeń do technologii naprawy - wiemy, że po prostu w tamtych warunkach nic więcej zrobić nie było można !

Natomiast Internauci mają możliwość ocenić jakość zakupu dokonanego przez władze miejskie, zakupu, który podobno ceną jednostkową przewyższył podobne, ale całkowicie żeliwne latarnie produkowane w tym czasie w jednej z odlewni żeliwa w Gdańsku.
Jednocześnie przepraszamy wszystkich Internautów, którzy przed końcem października br. kierowali się za linkiem na tą stronę - przeciągnęło się zbieranie materiałów, potem redagowanie, grafika ...
Redakcja